• Home
  • /
  • Publicystyka wędkarska
  • /
  • Czy z wód PZW znikną rybacy i czy to leży w interesie wędkarzy? Czyli o możliwych skutkach emisji programu “Magazyn Śledczy Anity Gargas”.
Czy z wód PZW znikną siatki i czy to leży w interesie wędkarzy? Czyli o możliwych skutkach emisji programu “Magazyn Śledczy Anity Gargas”.

Czy z wód PZW znikną rybacy i czy to leży w interesie wędkarzy? Czyli o możliwych skutkach emisji programu “Magazyn Śledczy Anity Gargas”.

Po tym jak Pani Anita Gargas zajęła się sprawą nieprawidłowości (to tak delikatnie mówiąc) do jakich w Polskim Związku Wędkarskim dochodzi, w środowisku wędkarzy zawrzało. Gorąca dyskusja nie tylko o stronie merytorycznej programu (o patologii toczącej nasze wody, której świadkami jesteśmy na co dzień), ale przede wszystkim o możliwych konsekwencjach jego emisji, przetoczyła się przez Internet i nad łowiskami.


I podczas gdy jedni upatrywali w tym szansy na pozytywne zmiany ( “w końcu ktoś się tym zajął!”) inni grzmieli, że tego komunistycznego betonu i tak to nie ruszy (a trzeba przyznać że betonu i komuny dużo w programie było).

W końcu też do dyskusji tych bardzo wielu, bardzo wkurzonych wędkarzy – niezadowolonych, bo ryb jest mało, a niedługo nie będzie ich wcale – włączył się Prezes ZG PZW, Pan Teodor Rudnik. Wyrażając zrozumienie dla naszego oburzenia na łamach programu zapowiedział zmianę polityki Związku: materiał zarybieniowy i ryby do celów konsumpcyjnych będą hodowane w specjalnie do tego celu utworzonym ośrodku. Czyli, co najpiękniejsze, z naszych wód znikną siatki!

 
Kogo ratuje PZW: wody czy swoją przyszłość ?

Czcze gadanie. – Tak jak może Wy, tak i ja słuchając słów Pana Prezesa wtedy pomyślałem. Ale przemyślawszy sprawę dogłębniej doszedłem w końcu do wniosku, że… oni to naprawdę zrobią! Ale bynajmniej nie dlatego, że ugięli się przed nami.

A jeżeli pytacie – więc po co niby? – to ja Wam odpowiem: a dlaczego nie mieliby dokonać tego genialnego nie tylko wizerunkowo, ale przede wszystkim od strony biznesowej, ruchu?

PZW jako przedsiębiorstwo, które lwią część dochodów czerpie z handlu rybami podczas gdy drugą – równie ogromną – ze sprzedaży zezwoleń wędkarskich, ratuje się w ten sposób przed bankructwem. Akweny wyeksploatowane z zasobów naturalnych w najbliższej przyszłości przestaną przecież być źródłem dochodów.

Mało tego. Związek zawieszając politykę odłowów z pustych niemal jezior (!) nic na tym nie tylko nic nie straci, ale jeszcze zyska! A wszystko odbędzie się pod przykrywką dbania o nasze – wędkarzy – interesy. Wód przecież nikomu nie odda, a jedynie (pozostając dzierżawcą) ograniczy presję do wędkarskiej. “Produkując” ryby w ośrodkach zarybieniowych nie straci dochodu pochodzącego z handlu nimi, a jednocześnie zarobi więcej niż dotychczas na nas (czy nie zapłacimy bowiem chętniej za możliwość wędkowania na akwenach pozbawionych siatek?).

Taka wieloletnia rekonwalescencja łowisk, doprowadzi w końcu do częściowego odrodzenia populacji żyjących w nich ryb, a wtedy… wtedy rybacy wrócą. A my w ten sposób wrócimy znów do stanu dzisiejszego.

 
Czy z wód PZW znikną rybacy i czy to leży w interesie wędkarzy?

A więc emisja programu, co z nakreślonej przeze mnie wizji prawdopodobnej przyszłości jasno wynika, może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego: możliwe że zamiast ukrócenia szemranych praktyk otrzymamy kolejne lata rządów ludzi niekompetentnych. Skala naszego oburzenia mogła bowiem otworzyć im oczy na ogrom przetrzebienia łowisk oraz pomóc zrozumieć jak złe konsekwencje może to dla nich przynieść.

Chociaż może za bardzo doceniam przebiegłość włodarzy Związku? Może obietnica zdjęcia siat to kolejna z wielu, która nie doczeka się spełnienia? Jeżeli tak, to by oznaczało, że PZW wyrżnie nasze jeziora i… upadnie! A to byłaby już jakaś – brutalna, wyboista, długa i wymagająca od nas ogromu pracy przy odbudowie łowisk – ale jednak droga ku lepszemu: do przejęcia wód przez stowarzyszenia i kluby wędkarskie, czy osoby prywatne.

Bo że rozwiązanie najprostsze nie jest na dziś dzień możliwe – że rządzący udając iż problemów nie widzą, do marginalnej choćby odpowiedzialności za fatalny stan wód znajdujących się pod ich jurysdykcją nie poczuwają się i o dymisjach nie myślą – to jest aż nadto czytelne.

Tylko, Panie Prezesie, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego jest nas tak bardzo wielu, tak bardzo wkurzonych wędkarzy?

2 komentarze

  • Dariusz

    20 listopada 2019 at 09:08

    jest źle i tyle, nie można tworzyć historii że ryba jest tylko nie umiemy jej łowić. Wystarczy tylko przepłynąć Bałtyk i nagle okazuje się, że człowiek jednak potrafi złowić rybę

    Odpowiedz
    • dawid@zwedkowani.pl

      20 listopada 2019 at 15:23

      Przepłynąć Bałtyk, w którym – co warto w kontekście sprawy dodać – wprowadza się zakaz połowów Dorsza, bo go praktycznie nie ma, A co do jezior, zwłaszcza w moich okolicach, to mam kolegę Ichtiologa. Dokonywał wielu odłowów kontrolnych (prawdziwie kontrolnych, bo przeprowadzonych pod kątek naukowym, a nie na zlecenie PZW) i załamywał ręce. Jest mało ryb, a najmniej drapieżników.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz