Catch and release

Czy “Catch and release” działa?

Chciałbym tym tekstem obalić mit ,,Catch and release”. Jego zbawiennego wpływu na rybostan naszych wód – ryb wcale przecież nam nie przybywa. Nie mam przy tym zamiaru bronić stwierdzenia, że C&R nie przynosi efektów – widzę je, pomimo że ryb jest coraz mniej. Paradoks? Żaden paradoks. Posłuchajcie co mam do powiedzenia w tej sprawie.

W Polsce źle się dzieje.

Za komuny ryby były. W latach 90. jeszcze też. Im bliżej teraźniejszości tym bywało gorzej. Prawda jest taka, że polscy wędkarze przez kilkadziesiąt lat łowili, waląc przy tym (sorry za określenie) w łeb wszystko to co złapali, a ryb i tak nie brakowało. Do czasu.

Dziś, kiedy wielu z nas wyznaje ideologię ,,złów i wypuść”, ryby oczywiście są, ale jest ich mało. Nieporównywalnie mniej niż kiedyś.

Czy na tej podstawie możemy pokazać ideologii C&R czerwone światło?

Dla niektórych jest to główny argument ku temu. Mamy w Polsce cholerny problem z gospodarowaniem zasobami wodnymi – ja natomiast tylko taki wniosek mogę wyciągnąć z owej spadkowej tendencji, z którą C&R nie ma nic wspólnego.

 

Gospodarka niegospodarności.

W roku 2014 NIK sporządził raport o sposobie prowadzenia ,,gospodarki” rybackiej na jeziorach mazurskich. W cudzysłowie, bo to o czym się czyta, z gospodarką – a więc racjonalnym zarządzaniem powierzonym dobrem – nie ma nic wspólnego.

,,Z roku na rok spada wydajność rybacka jezior” – taki wyciągnięto wniosek z kontroli – a więc i wydajność wędkarska również leci na łeb na szyję. Jako przyczyny wymienia się: rozrost populacji kormoranów, nieprzestrzeganie limitów odłowów rybackich i połowów wędkarskich oraz ogólną niegospodarność (z całkowitym brakiem zarybień włącznie)!

Taką oto ,,gospodarkę” rybacką prowadzi się obecnie w Polsce. Gorszą nawet od tej, która była centralnie sterowana.

I dlatego złowione ryby możemy sobie wypuszczać – ile komu dusza zapragnie. Sto na rok, dwadzieścia pięć na godzinę, pięćset w miesiącu, a nawet wszystkie – zawsze i wszędzie. Ale i tak przy panujących realiach nie sprawimy, że będzie ich więcej.

Smutne, prawda?

Ale nie smućcie się za bardzo, bo jednak COŚ tam zdziałać możemy.

 

,,Catch and release” daje radę nawet w polskich warunkach!

Tak jak mówiłem, choćbyśmy wypuszczali 100% złowionych ryb, nie zatrzymamy toczącej naszych wód choroby. Żeby tak się stało potrzebnych jest nam kilka ustawodawczych zmian, setki kontroli i idących w dziesiątki tysięcy złotych kar – jestem tego aż nadto świadomy.

Wiem też, że możemy czekać na czas ich nadejścia na dwa sposoby: z założonymi rękoma, lub z rękoma… wypuszczającymi złowione ryby. I ja wybieram tę drugą opcją, bo…

Wypuszczając jedną rybę świata co prawda nie zbawimy. Sprawimy jednak, że ryb z danego akwenu ubędzie mniej. Czysta matematyka? No nie do końca, ponieważ nie ratujemy w ten sposób tylko tego jednego życia.

Zwracając wolność, ofiarujemy rybie również możliwość przystąpienia do tarła, z którego przyjdzie na świat liczony w setkach, a nawet tysiącach narybek. I o te nienarodzone jeszcze zwierzątka, dzięki naszej postawie, polskie jeziora, rzeki i stawy również nie ubożeją.

catch and release

Post scriptum

3 marca 2018 roku, w świetlicy Instytutu Rybactwa Śródlądowego Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego w Olsztynie odbyło się coroczne, Walne Zgromadzenie członków Towarzystwa Miłośników Pasłęki “Passaria”.

Spośród przemówień wielu moich kolegów w pamięci zapadło mi szczególnie jedno. Rzutnik zaświecił, a na ścianie pojawił się wykres. Czerwona (jak dobrze pamiętam) linia szła po skosie, wysoko, wysoko, aż do samej góry – …rok 2014, 2015,2016, 2017…

Od kiedy klubowy odcinek Pasłęki stał się odcinkiem ,,no kill” liczba łowionych ryb zaczęła lawinowo rosnąć – tak podsumował to, co widzieliśmy nasz klubowy kolega.

Jaki z tego wniosek? Catch and release działa!

Inaczej na wodach takich jak ,,moja” Pasłęka, gdzie kłusownika widać z rzadka, a rybaka wcale. Tu efekt jest namacalny i przekłada się wprost na zwiększenie liczby pstrągów – tych pływających w rzece no i tych łowionych.

Inne skutki przyniesie tam, gdzie presja na rybie mięso jest duża – w takich przypadkach wyniki wędkarskie mogą być nawet coraz słabsze. C&R działa jednak również i tu, mimo że tego nie widzimy.

 

I na koniec ,,wisienka na torcie”. Na Pasłęce wędkarze łowią te same ryby, spod tego samego kamienia przez kilka lat. Cholera, jakie to piękne!

2 komentarze

Dodaj komentarz