lin blog wędkarski

Sierpniowy lin 2018

Czy to była jakaś zorganizowana akcja? Taka akcja żeby złowić lina! “Sierpniowy lin 2018” się zwała, a teraz przechodzi do historii. I melduję, że zakończyła się totalnym powodzeniem!

 

A zaczęło się dawno, dawno temu…

Czyli jakieś trzy lata wstecz.Wtedy to stwierdziłem, że złowię lina. Postanawiam! – powiedziałem pewnego dnia. I tyle.

Spośród 730 i jeszcze kilkudziesięciu dni, jakie minęły od chwili złożenia tego świętego przyrzeczenia, na nęcenie linów poświęciłem chyba “aż” ze trzy. Łowiłem (strzelam) z pięć razy, na łowiskach gdzie liny co prawda były, ale że szukałem ich w czerwcu czyli wtedy kiedy zapewne miały tarło, no to co miałem złowić jak nic nie złowiłem?

 

Biorę się za Ciebie!

Zliczyłem w tym czasie multum kropek pasłęckich pstrągów i łusek łyńskich kleni, ale ciągle ukradkiem zerkałem na nie.Patrzyły na mnie przez cały ten czas swoimi czerwonym ślepkami – dorodne, internetowe liny. Łypały w moją stronę mięsistymi pyszczkami, aż w końcu uległem ich czarowi. Omamiły mnie i wiedziałem, że muszę!

Musiałem poczuć lina na wędce. Tak więc w sierpniu tego roku wziąłem się za prosiaczki – pierwszy raz w życiu na poważnie.

 

Wybór łowiska.

Warmia to kraina lina. Kogo nie spytasz każdy go złowił: tu lub tam. Teoretycznie więc szansa na wybór dobrego łowiska był duża, ale jeszcze większa na kompromitację.

No bo jeżeli lin jest wszędzie, to siara jak go nie złowisz, chłopie… zwłaszcza, żeś jest autor poradnika Jak wybrać łowisko? Tak więc, na litość boską, szukaj!

Szukałem więc, a czy znalazłem? No jak nie jak tak!

blog wędkarski

 

A teraz zdradzę Wam pewien sekret. Tylko ciii…

Wiecie jakie jezioro jest dobre na lina? Nierówne (hę?) To znaczy, takie tego… nooo, krzywe (co on bredzi?) Krzywe, ale z nazwy. Inaczej mówiąc jezioro Ukiel – to tak dla informacji, jakby ktoś chciał połowić liny w Olsztynie. Osobiście na te właśnie jezioro postawiłem, a czy słusznie?

No ja zabawę przednią miałem!

sierpniowy lin

 

Klucz do sukcesu akcji “Sierpniowy lin 2018”.

Na pusty hak to tylko pstrągi w Szwaderkach biorą (najlepiej na złoty). Olsztyńskie liny to inna liga, ale też nie mogę powiedzieć żeby były aż tak strasznie wybredne – na moje szczęście, bo mistrzem kuchni to ja nie jestem. Chociaż kukurydzę umiem jeszcze ugotować!

Gotowałem więc i słodziłem: kukurydzę cukrem i żonie słowami (żeby za kradzież garów i wątpliwe nieraz zapachy  krzywo na mnie nie patrzyła). Kilka razy trochę mi się “kuku” ukisiło i w zastępstwie ryb zjadły ją pewnie olsztyńskie dziki, które w osiedlowych śmietnikach czują się jak… liny w wodzie.

Za to nie rozgotował mi się żaden ziemniak, ha! – też je czasem do jeziora wrzucałem. No i to tyle jeżeli chodzi o kulinarne moje dokonania.

zanęta na lina

Jeżeli zaś  o przynęty chodzi, to bezapelacyjnym numerem jeden została “puszkowa” do spółki z “dzikunami”. Taka “kanapka” mięsno-warzywna wygrała zarówno z rosówkami jak i ziemniakami (nie wiem dlaczego, bo przecież tak świetnie kartofelki gotowałem – przypominam)!

Takiemu rarytasowi, podanemu na zestawie spławikowym przegruntowanym, położonemu na głębokości ok. półtora metra trudno było się oprzeć linom. Wystarczyło zarzucić i czekać, bo cierpliwość linami jezioro Krzywe wynagradza.

No i ostatni element układanki – godziny wędkowania. Lin to ranny ptaszek i wstaje o świcie – jak normalny… człowiek. Wędkarz (czyli ja) normalny nie jest i gdy inni śpią, on siedzi i patrzy w dwa jasne punkciki tkwiące martwo  w jeziorze. Zarwałem sporo nocek zanim zrozumiałem, że zielona rybka wstaje razem z kurami. Czyli mniej więcej wtedy kiedy się słonko na horyzoncie pojawi – no może godzinę wcześniej.

jak złowić lina?

 

Lin i karaś

Oprócz linów trafiały się też fajne karasie i leszcze.

I taki oto był klucz do sukcesu w sierpniowych moich zmaganiach z linami.

Była sobie taka zorganizowana akcja, żeby złowić lina. Zaczęła się w sierpniu i w sierpniu roku 2018 zakończyła. Weszły leszcze w łowisko i linów ni ma – żeby ładnie i rymem tę historię zakończyć.

Dodaj komentarz